Inaczej byłabym chora

Jak dawno już nigdzie nie wychodziła z Motylkiem i już prawie zapomniałam co to naprawdę dobra impreza. Zaczęłyśmy od rozgrzewki u mnie, tradycyjnie pół litra na dwie, ilość optymalna. Na mieście spotkałyśmy się z Angy. Szybki skok po pieczątkę do klubu, by załapać się na darmowe wejście z listy, a następnie dołączyłyśmy do mojej koleżanki do baru by wypić sobie jeszcze piwko. Tam zajęłyśmy się rozważaniami jak wygląda życie jak ma się 26 lat, że ma się ochotę na związek na stałe, na założenie rodziny i ślub, a to się okazuje, że nie jest łatwo kogoś znaleźć.

Ze względu na to, że świat jest mały to chłopak, z którym zaczęła się moja 26 letnia koleżanka spotykać jest bratem gościa, który chciał się ze mną kiedyś umówić i znajomym znajomego i tak kilka ploteczek na jego temat obiło mi się o uszy, między innymi to, że jest kobieciarzem. W związku z tym zaczęła się cała lista rad co ona ma takiego robić skoro zaczęło jej na nim zależeć, a nie powinna z nim jeszcze iść do łóżka, choć bardzo by chciała, bo od przeszło roku seksu nie uprawiała.

Całą ekipą idziemy do klubu, a tam nędza jakich mało, jakaś garstka hipsterów. Jedna z nas stwierdza, że powinni nam za przychodzenie tutaj płacić, i chyba ma rację. Żeby stłumić nieco uczucie beznadziejności imprezy wypijamy kolejne piwo, później kolejkę wódki i zaczynamy wczuwać się w klimat. Tańczymy do czarnych rytmów. Muzyka była dobra, za to faceci tak słabi, że żaden nawet nie próbuje podbić, dlatego decydujemy się na zmianę lokalu i wizytę w kebabie. Po kebab kolejka straszna i jeszcze dłuższy czas oczekiwania, a system wydawania na numerki. Dostajemy numery powyżej 30, ostatnie wydane 21. Oczywiście w lokalu gorąco jak diabli, więc czekamy na zewnątrz i tylko ja skoczyłam do środka poprosić gości, którzy przed nami stali o to by nas zawołali jak będzie ich kolej.

- Kasia! Po co ty gadasz z tymi frajerami?! Choć tutaj! – Wrzeszczy Motylek.

Panowie kulturalni, wyglądający na w miarę trzeźwych, więc ich przepraszam za pijaną koleżankę i idę do Motylka.

- A gdzie nasze kebaby? Czego ich nie przyniosłaś?- Pyta awanturnica i idzie walczyć o mięso w picie.

Za moment już gada z rzekomymi „frajerami”, jeden nawet ją obejmuje, ale skuteczność Motylek ma wysoką, bo za nie więcej niż 3 minuty wraca z naszym jedzeniem.

- Widzicie! Nie opłaca się być uprzejmym. – Owszem, ale trzeba być do tego blond motylkiem w sukience eksponującej długie nogi.

Najadłam się i doszłam do wniosku, że ja to właściwie mogę już iść do domu, ale moja blondi umówiła się jeszcze z kimś w nowym klubie, więc idziemy tam na skróty i wchodzimy w bramę, a tam 3 gości, a jeden z nich maluje coś sprejem na ścianie.

- Co wy tu robicie! Czego, kurwa niszczycie?! Zadzwonię na policje, już robię wam zdjęcia! Zadzwonię!- Oczywiście Motylek wkroczył do akcji i strzela foty swoją komórką.

Goście niewiele sobie z tego robią i jeden z nich ze stoickim spokojem odpowiada:

- Tak się składa, że to brama mojego ojca.

- Taaak?- Wyciągam rękę. – Cześć, Kasia.

- Marcin.

- W takim razie chciałabym, żeby tutaj było moje imię.

- Już się robi. – Na ścianie pojawia się, wypisane fantazyjną czcionką Kasia – I proszę nawet serduszko dodałem.

- Ale na co tak niszczycie, nie po to budynki odnawiają, żeby ktoś na nich bohomazy robił. – Nie ustępuje Motylek.

- Jakie bohomazy? Jakbyś się przeszła na osiedle X to przynajmniej połowa malunków jest jego- odzywa się jeden z nich.

- Dziewczyny gdzie idziecie?

- Do nowego klubu.

- Chodźcie z nami do baru X.

- Nie, nie, umówiłyśmy się już z koleżanką.

Dalej ciągnie się jakaś gadka szmatka, a mnie w oko wpadł jeden z wandali, ten który wymalował moje imię na budynku. Mój typ, niebieskooki blondyn, dobrze zbudowany. Po chwili już stoję z nim pod rękę (a jakie wspaniałe ramię, nie omieszkałam mimochodem sprawdzić, czy te mięśnie są tak samo fajne w dotyku jak z wyglądu), a Angy strzela nam fotki. Po krótkich pertraktacjach, decydujemy się skoczyć z nimi do baru. Tam jeden z nich stawia wszystkim wódkę. Chłopaki chwalą się tym, że mają swój skład hip-hopowy, jeden z nich nawet zademonstrował jaką ma nawijkę. Przyznaję nienajgorszą.

Przy stoliku porobiły się parki: ja z Marcinem, Motylek z czarnowłosym Bogusiem, a Angy przypadł dobrze nawijający grubasek, z czego nie była szczególnie zachwycona. W trakcie flirtu gdzieś tam słyszę, jak Angy stwierdza: trafił swój na swego. Pijemy wódkę, gadamy jest przyjemnie. W dziwny sposób przechodzę od do badania blondynowi pulsu na nadgarstku. Nic nie wyczuwam. Na szyi. Nic. W końcu musiałam sprawdzić czy mu serce bije bezpośrednio na klatce piersiowej i kij z tym czy wyczułam bicie serca, bo mięśnie na klacie miał zajebiste. Do końca nocy sprawdziłam również, czy mięśnie pleców są wspaniałe (są) i brzucha (jak najbardziej), oczywiście wszystko mimochodem, żadnych macanek. Dzwoni do niego jakiś kumpel, a Marcin do niego: sory stary, musisz się streszczać bo siedzę z moją Kasią. Zaraz po skończonej rozmowie zaczyna kombinować jak tu mnie zabrać na chatę.

- Wezwiemy taryfę, najpierw odwieziemy moich kumpli, później twoje koleżanki, a na koniec pojedziemy do nas.- Określenie u nas, nasze, nasz bardzo mu się spodobały i zdecydowanie ich nadużywał.

W sumie mógł sobie mówić straszne bzdury, przyjemnie się słuchało jego głosu, cudownie niskiego i wibrującego.

Przychodzi barmanka, żeby nam oświadczyć, że to koniec imprezy, zamykają lokal. Faktycznie zaczęło już świtać. Skład chce nas odprowadzić, ja decyduje, że się przejdziemy. Najpierw odstawiamy na przystanek Angy, ku jej rozpaczy grubasek chce jechać z nią. Latarnie zaczęły powoli gasnąć, a niebo robiło się coraz jaśniejsze.

Na mostku, przez który mieliśmy przejść. siedzi grupa dresików i popija wódkę, a Marcin wybujany podchodzi do nich i pyta się: co jest? Myślę sobie albo kamikadze, albo debil. Całe szczęście to tylko jego kumple. On zaczyna z kimś gadać i podjeżdża policja… Wśród dresów popłoch, szybko zwijają wódę i się przenoszę, co się złożyło na to, że pod blok szłyśmy z niezłą obstawą. W sumie miło ze strony policji, że jak podjechali to zatrąbili i pozwolili się tuzinowi patoli zebrać, a nie od razu do nich wyszli. Pod klatką z największą chęcią powiedziałabym wszystkim, którzy za nami poleźli by spierdalali, ale jak na ludzi ubranych w dresy używali wyjątkowo mało przekleństw, więc pozostałam cicho i pozwoliłam Marcinowi spokojnie im wyperswadować by poczekali na niego w trochę innym miejscu. Boguś nie posłuchał, pewnie pod jakimiś dziwnymi namowami Motylka, że ma pilnować, bym nic zdrożnego nie robiła. Nie pozostało mi nic innego jak wpuścić amanta na chwilę do klatki i tam dać się pocałować. Całował wyśmienicie, podałam mu swój numer, wyswobodziłam się z objęć i wskoczyłam do windy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii przygód kilka i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Inaczej byłabym chora

  1. ~ali pisze:

    chcica była?

  2. ~jasiek pisze:

    hmmmmmm coś mi to przypomina … :|

  3. ~proboszcz pisze:

    Cóż za ladacznica. Mało jej, że grzeszy – musi się jeszcze pochwalić. Targowisko próżności na tych dyskotekach. Zawsze mówię swoim parafianom: jeżeli szukacie kobiety, omijajcie dyskoteki, bo tam się roi od wywłok dzielących swoimi piczami każdego: dresów, graficiarzy, gości z flowem. Niestety wszystko i wszystkim dająca Kasiu nie dostąpisz zbawienia.

    • kasiawisia pisze:

      Całe szczęście jestem nie wierząca proszę księdza i kwestia zbawienia mnie nie trapi :D

    • ~Klaudia(lubi dyski) pisze:

      Czy ty jesteś proboszczem? Czy sobie robisz jaja!? Moim zdaniem Kasia się nieźle bawiła z tym Marcinem skoro był ,aż tak umięśniony! Kasia , szacun!

  4. ~Klaudia(lubi dyski) pisze:

    Czemu mam taką buźkę!? Jestem imprezowiczką ,a nie nerwusem!

  5. ~m pisze:

    cześć jestem w Twoim wieku mam ten sam problem znalezienie kogoś sensownego. Twoja historia bardzo kojarzy mi się z ostatnią która mi sie zdarzyła….nie wiem co planujesz dalej z tym facetem ja spotkałam z podobnego środowiska…po miesiącu było już po „związku” a ja w totalnej rozsypce psychicznej. Oni są fantastyczni na początku obiecują wiele… ale później wszystko jest ważniejsze…nie mówie nie próbuj tylko bardzo uważaj…bo ja teraz cierpie. pozdrawiam

    • ~Kayomki pisze:

      Haha, to są ich sposoby żeby przelecieć dziewczynę. Tutaj nie liczą sie uczucia, tylko gra na uczuciach – tak, tak – jeśli wasze babcie mówią, że kobieta powinna być z lekka niedostępna – wiedzą co mówią. W takie g+wno najczęściej wdeptują „wyswobodzone kobiety”. Jeśli ktoś liczy na coś trwalszego – pije z umiarem. Myślę, że umięśniony mężczyzna – nie znaczy silny. W pierwszej kolejności powinien być silny psychicznie, żeby słowa które wymawia na pierwszej randce były szczere i żeby kobieta mogła później czuć się bezpiecznie. Mięśnie jedynie poprawiają wizerunek, tak samo ubrania, więc najlepszym przepisem na idealnego faceta- jest po prostu jego zachowanie. :)

    • kasiawisia pisze:

      Nie martw się, historia nie ma kontynuacji, było to jednorazowe spotkanie.

  6. ~monia pisze:

    no nie mów, że się podjarałaś jakimiś dresami… takie akcje to w liceum

  7. ~heheszki pisze:

    dobra laska na jedna noc z Ciebie :)

  8. ~Mmmm... pisze:

    Przeczytałem i jakoś nie mogłem się zebrać na komentarz, przejrzałem twojego bloga i dalej nic. Ale w końcu zrozumiałem co mnie tknęło.
    Przypominasz mi moja znajomą! Inteligentna dziewczyna która lubi podróżować po świecie i bzykać się z przygodnymi „ciachami”. I tak samo jak ona narzekasz na brak materiału na partnera. Podobieństwo jest zaskakujące.
    Powiem ci to samo co powiedziałem jej, to twój wybór jak żyjesz ale wszystko co robisz ma swoje konsekwencje. Na pewno zaliczysz całe stado dobrze wyglądających amantów, ale nie licz na coś więcej niż niechcianą ciążę lub coś wenerycznego. Bo bądźmy szczerzy, ty się nawet nie starasz w swoich poszukiwaniach. Wszystkie twoje zachowania idą w kierunku „zaliczyć i zapomnieć” i efekt widać.

    No ale nie będę wredny, życzę ci powodzenia. Ale na szóstkę w totka nie licz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>